A skąd bierze Pani na to siłę?
Na to pytanie to nie odpowiem, bo nie wiem! (śmiech) Myślę, że to jest coś takiego, co napędza mnie wewnętrznie. Cel, który sobie w życiu postawiłam po chorobie. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby kobiety w Polsce nie umierały z powodu raka szyjki macicy i żeby zaczęły między sobą rozmawiać. Chcę chociaż trochę zmienić ich podejście do życia, do myślenia.
Czyli jest jednak coś w powiedzeniu, że choroba zmienia człowieka.
Na pewno. Kiedyś inne rzeczy były dla mnie ważne, dopiero przeżycia związane z chorobą przewartościowały mi życie. Zobaczyłam wiele sytuacji takich, które wiem, że nie muszą się wydarzać. Teraz wiem, że kobiety w Polsce nie muszą umierać z powodu raka szyjki macicy.
Kiedy porównamy Polskę ze Skandynawią to jesteśmy bardzo daleko. 85% Skandynawek co roku systematycznie, co do godziny, idzie zrobić cytologię. Z badań, które przeprowadziłyśmy w ramach Kampanii Piękna bo Zdrowa z Millward Brown wynika, że w Polsce jest to około 45-46 % kobiet. Mówię tutaj o populacyjnym programie przesiewowym i o cytologiach prywatnych, bo niektóre kobiety robią całe życie cytologie prywatnie.

Mam wrażenie, że Kwiat Kobiecości działa trochę na zasadzie „podaj dalej”. Zwraca się nie tylko do konkretnej kobiety, którą namawia na badania. Pokazuje nam też, żebyśmy same mocno działały między sobą.
Cały czas się uczę, rozwijam i przede wszystkim obserwuję. Uważam, że możemy drukować setki ulotek i spróbować je rozdawać. Jednak najlepszą formą reklamy, jaka jest do tej pory wymyślona, to jak jedna pani powie drugiej pani. Dlatego bardzo chciałabym, aby kobiety zaczęły ze sobą rozmawiać.
Jednak często nie rozmawia się nawet w rodzinie.
Jeżeli chodzi o raka jajnika, jest to choroba genetyczna, podobnie jak rak piersi. Nieraz, jeżeli babcia zmarła na raka jajnika, czy raka piersi, to wnuczka, czy córka nie wiedzą tego. Wiedzą tylko, że babcia zmarła na „jakieś” choroby kobiece, bo tak to kiedyś funkcjonowało.
Przy raku piersi, czy raku jajnik, młoda dziewczyna jest już genetycznie obciążona i musi być czujna. To jest ta wiedza, to są te informacje, które kobiety między sobą powinny przekazywać. Babcia powinna powiedzieć wnuczce, czy córce: „To jest rak jajnika. Pamiętaj o tym, żebyś się systematycznie badała.”
Trzeba zbudować w kobietach poczucie dbałości o życie i zdrowie. Uważam, że kontakt między kobietami jest bardzo ważny. Zwłaszcza, że jesteśmy do tego stworzone. Dużo mówimy i przekazujemy sobie wiele informacji.
Inna sprawa jest taka, że są to faktycznie trudne tematy. Już nawet nie fizycznie, ale emocjonalnie. Nie bała się Pani tego? Tak po prostu wyjść ze swoimi przeżyciami do ludzi?
Na pewno nie było to proste. Przez pierwsze cztery, prawie pięć lat, na różnych takich spotkaniach, cały czas ze sobą walczyłam. Walczyłam z emocjami, które we mnie były. Wielokrotnie zdarzało się tak, że faktycznie się popłakałam. Za każdym razem powracałam do ciężkich dla mnie chwil.
Z drugiej strony było to bardzo emocjonalnie odbierane przez kobiety i być może to były takie bodźce, które powodowały że zaczęły myśleć w ten sposób „ Nie chcę przez to wszystko przechodzić, idę lepiej zrobię tę cytologię i zobaczę czy wszystko jest w porządku.” Ale proszę mi wierzyć, że to są takie sytuacje o których się nie da zapomnieć.

Na kolejnej stronie ciąg dalszy wywiadu!

















